Porośnięty hubą


Dom dzienny, dom nocny. Olga Tokarczuk, 390 stron (Wydawnictwo "Ruta"- Wałbrzych 1999, Świat Książki - Warszawa 2000, Wydawnictwo Literackie - Kraków 2005, 2015)

"Czy to wszystko nie jest chimerą?"
- Do cholery jasnej, Sandra, znowu to samo - gdzie się podziała T. 
- Uspokój się. O co chodzi z T.?
- Jak jej potrzebuję, to nigdy jej nie ma. Może naprawdę zamieniła się w grzybnię i najwcześniej w czerwcu ją znajdę, jak sądzisz? Sandra, do cholery, słuchasz mnie?
- Proszę, T. leżała spokojnie na półce.
- Tak, spokojnie. Akurat. Co najwyżej zasnęła i znowu śniła. 

"Czy to wszystko nie jest chimerą?"
Nie wiem czy na pewno leżała na półce, ale niech będzie. Ważne, że się odnalazła. Że ściskam ją, gniotę i miętolę. Gdyby się odezwała, czy usłyszałbym (?): "Nie przestawaj". 
Okładka trochę poszarzała. Ale nie jest źle. Nawet naklejka z ceną daje oznaki życia. 28 zł i 50 groszy. Sklep: Empik Gdańsk. Wałbrzych, wydawnictwo Ruta, 1999 rok. Olga Tokarczuk: Dom dzienny, dom nocny. 
T. się odnalazła.
W Gdańsku czekałem na niedzielę. Ważne były dwa dworce. Ten we Wrzeszczu i Główny. Myślałem jeszcze o Oliwie, ale odpuściłem. (Bałem się snów biskupa.)
Robiłem sobie kanapki, termos z kawą, rzadko z herbatą. Jechałem pekaesem z Kartuz. Wybór dworca był uzależniony od długości snu i wyboru autobusu. Spałem krótko - Wrzeszcz, długo - Główny. 
Siadałem na ławce, ławkach i podglądałem, oglądałem ludzi. Słuchałem szeptów i krzyków, napomnień i zdecydowanych gróźb. Były pożegnania, były powitania. Czasami (na krótko) zasypiałem. I śniłem na jawie: dworzec, ludzie, śmiech, płacz, muzyka, hamulec lokomotywy. To takto, to tako, to takto. Ruch, który się nie poruszał. Pauza. A potem znowu przycisk: play. 
Narratorka Domu dziennego, domu nocnego daje do Giełdy Dolnośląskiej ogłoszenie, że skupuje sny. Potem korzysta też z tych z internetu. Ja miałem dworzec. Nie płaciłem za sny, kradłem je w biały dzień. 

"Czy to wszystko nie jest chimerą?"
Las. Ja. S. i córki. One biegają. Ona czyta. Ja czytam i nie daję rady. MUSZĘ! Cały czas dotykam patyków, kory suchej i nowo-narodzonej. Patrzę na brak liści, i dobrze. One nie są mi potrzebne. Gdybym został brzozą to wyrosłaby na mnie huba. Oblazłaby mnie. 
Huby lubią brzozy. Nie wiem dlaczego, ale kiedy widzę stare brzozy, zawsze widzę na nich narośl, małą i ogromną. Dziwne bliźniaki. 
Gdybym był innym drzewem robaki rzeźbiłyby we mnie swoje wzory. Korniki i ich przyjaciele, a dzięcioł stukałby w moje piersi lub szyję. 
A gdyby leciała ze mnie świerkowa żywica? Trochę wstyd. Czerwieniałbym. 

"(...) Aż wreszcie przychodziła ta chwila gdy trzeba wziąć do ręki nóż i ciąć ich miękkie, dziecinne ciała, odcinać kapelusze i nabijać na ostrza tarniny, żeby schły".

Też kocham grzyby. Niemowlaki i staruszków, mędrców, łobuzów. Ale chcę być drzewem, patykiem. Nie chcę igliwia. Igły są jak nóż. Nie lubię widoku krwi. Swojej, grzybów, drzew.
T., a raczej narratorka książki chce być grzybem. To dobrze. Jesteśmy podobni. Symbioza chciejstwa.

"Czy to wszystko nie jest chimerą?"
Mógłbym cytować. Przechwalać się nadmiarem pamięci, przy okazji tłumacząc zapomniane frazy. Mógłbym nawet przywołać imię kobiety, która wskazała mi tę książkę. Kazała, bym ją sobie kupił. Prezent wskazany, nakazany. 
Mógłbym spowiadać się jak długo skazywałem T. na samotność i zapomnienie.
Daremnie mógłbym to wszystko robić.
To nie jest zachcianka, wydawajka. To jest pewność. Ta lektura nie jest do czytania ona jest do pożarcia. 
A robi się to tak:
Trzeba być trzeźwym, skupionym i postawić przed sobą albo dwa litry wody, albo litr wódki i natychmiast Dom dzienny, dom nocy pożreć. Czekamy jak nam się odbije. Dobrze. Przyjęła się, wraz ze świętą Kummernis. 

Nadrabiam stracony czas. Starczy teraz godzin? Spieszę się. T. jak Anioł Stróż leci ze mną po kartkach, na kartkach. Samolotach z papieru. Znowu Bieguni. 
"Nasz świat jest zaludniony śpiącymi". Otóż, późno, ale się obudziłem. I usynawiam ten czas. Stajemy się sobie bliscy. Niemal koegzystencja. Niemal porasta mnie huba. Na plecach i w korze mózgowej czuję papierowe pasy w kolorze brzozy. Czarne i białe. Białe i czarne. Całe połacie. Mieszają się. Porastają mnie. Włażą do łóżka z S. 
"Czy to wszystko nie jest chimerą?"
Nie!
Nota: 9,5/10

popularne