Kobiecość coś


Oby cię matka urodziła. Vedrana Rudan, 264 strony. Tłumaczenie: Marta Dobrowolska-Kierył (Drzewo Babel, 2016)

Zacznijmy od cytatu. Potem będzie i mi, i Wam łatwiej.
Chyba.

(...) "Pisarz, który chce sprzedać książkę, powinien być grzeczny i zostawić czytelnika w spokoju. Według mnie to obraza: czytelnik zasługuje na niepokój, jeśli zależy mu na czymś więcej niż walenie konia".

To niby mówi ktoś, ktoś z offu, ale to tylko pozór.  Taka właśnie jest Vedrana Rudan. Pisarka prawdziwa, żadnej kreacji, teatru. 
A teraz ja.
Był rok 2006, może siódmy. Był Poznań, potem Warszawa. Splot zdarzeń i wydarzeń sprawił, że w tym samym czasie dostały się przed moje oczy dwa obrazy. Wyjątkowe dzieła. Nie jestem pewien czy najpierw czytałem, czy oglądałem. Kolejność zbędna. Warto dbać o szczegóły, ale nie tym razem. Ważne, że nigdy nie zapomniałem i jeżeli nie zapadnę na demencję, to Ucho, gardło, nóż a także Grbavica, zostaną w mojej łepetynie.
Obrazy kobiet, ofiar wojny bałkańskiej to wyrazistość, przemoc, gwałt, cierpienie, tajemnica, depresja, podłość, łzy. Nie wymienię wszystkich stanów. 
Tak się złożyło, że Grbavicę obejrzałem kolejny raz w styczniu tego roku. A przed kilkoma dniami trafiła do mnie, wydana przez Drzewo Babel, książka Vedrany Rudan: Oby cię matka urodziła. 
Ofiary w filmie zostały ze swoim cierpieniem, ze swoją historią. Najważniejsze są tam Matka i Córka. W książce, dedykowanej matkom i córkom, wojny nie ma, ale jest cierpienie, są anioły. 
Czy kobiety to siostry, czy jednak kobieta kobiecie mężczyzną? To nie moje pytania. Odpowiedzi szukajcie na stronicach książki i we własnym życiu. Tak samo jak to zagadnienie:
Jak pachnie moja mama? A jak pachnie ojciec, Mąż. Dzieci - jak one pachną? 
Czy czosnek, ocet, białe wino? Czy kupa i mocz z dorosłej pieluchy? Alkohol, perfumy, cebula, serce i wątroba - kurze czy ludzkie? 
Najtrudniej - według St. Jerzego Leca - podpalić piekło. I dlatego nie odpowiem znów na powyższe pytania. Może Vedrana Rudan mi-Wam pomoże. Niczego nie mogę obiecać. 
Rudan zaczęła tworzyć w wieku 52 lat. (Oświeciło mnie! Cały czas myślałem, że na poważny debiut nie mam już czasu. Że go zabrakło. Że ktoś mi go skradł. Czas mi zeżarł czas. A tu, takie fiku-miku. Będę pisał, oczywiście!).
Doświadczona, dojrzała Rudan zaczęła - podobnie jak w Uchu... - mnie uwodzić. Bo czy jest taka druga kobieta, która pisząc o rzeczach najważniejszych - nie nabzdycza się, nie stroi fochów i jest prawdomówna? 
Jak napisać o molestowaniu, o ojcu-gwałcicielu, by kilka zdań później bez skrupułów wyznać, że w wielu sprawach oczywistych jest do niego podobna. Że podobnie pojmuje świat. Podobnie do swojego kata. Nie, to nie żaden syndrom ofiary. To szczere opisywanie odczuć bohaterki. Ona się nie mizdrzy, nie wdzięczy, nie stroi min. Gdy matka umiera, a ona ma dosyć tego umierania, to mówi o zdychaniu, o swoim zmęczeniu. By zaraz potem wycierać łzy. By zaraz potem rzygać posiłkami i żółcią. By zaraz potem lecieć do mamy. 

(...) "Wyjaśnij ludziom (...), że zawsze lepiej mieć w domu drewnianego anioła niż przed domem gipsowego gwałciciela".
Krasnale nie ucierpią, a czytelnik ma frajdę. Jest przez pisarkę dopieszczany jej poczuciem humoru. Słodko-gorzkim humorem. A jeszcze częściej kwaśnym. 
Vedrana Rudan jest bardzo praktyczna w tym co robi. Nie flirtuje z czytelnikiem. Ma jasny cel: przestańmy udawać pięknoduchów. Ten świat jest popieprzony, ale innego nie ma. Piszmy więc prawdę. Słodką. Gorzką. Kwaśną. Ale prawdę. 

(...) "Krótkie zdania, mocny ton, główna myśl ostra jak brzytwa". Chciałbym być autorem tej puenty, ale autorka znowu mnie wyręczyła. Napisała o sobie całą prawdę.
Nota: 8,5/10

Fot: Vedrana Rudan - Teleexpress, TVP.  

popularne