We are the champions


Pierwszy bilans po apokalipsie. Frederic Beigbeder, 396 stron. Tłumaczenie: Magdalena Kamińska-Maurugeon. (Noir Sur Blanc, 2014)

Frederic Beigbeder i zawsze to samo. Neurozy. Zaburzenia nerwicowe Jarka Holdena G.
Chciałbym mieć w sobie takie wariactwo, jak Frederic. Ten papież krytyki literackiej uwodzi mnie od momentu, gdy Go poznałem. 
Chciałbym mieć w sobie taką swobodę fechtunku piórem. Beigbeder mi imponuje. Myślę o nim w sposób szczególny. Nawet seksualny (ale o tym nie opowiem, nie podzielę się wyobrażeniami). Bo dzisiaj przedstawiam Państwu - tadamm, tadam - mistrzostwo świata. To esej doskonały, skrojony przez najlepszego krawca.

Na książkę natrafiłem przypadkiem. A "przypadek to zawoalowana konieczność". Musiałem ją dopaść i przeczytać. Od dzisiaj będę po nią sięgał często. Bardzo. Jako po modlitewnik. 
Styl, którego używa autor, może wielu drażnić, ale mnie bawi, mnie rozkochuje w literaturze.
Pierwszy bilans po apokalipsie, to spis stu najważniejszych tworzyw słowa, które wyrzucił z siebie ludzki mózg. Nie mogę napisać, że jest to jedynie przewodnik po książkach, bo obok zacnych i znanych powieści stoją "Dzienniki" Kurta Cobaina oraz teksty francuskich muzyków grupy "Telephone". (To tak jakbym ja podzielił się swoją słabością do pisania Krzysztofa "Grabaża" Grabowskiego.)

Żeby sprawę załatwić szybko, bo Was zanudzam Buszującym w zbożu, to przywołam jedno szybkie, krótkie stwierdzenie: 
"Ta książka jest nie do zdarcia, mówię wam. Prawdziwy cud."
Oczywiście, że się zgadzam, ale omówienia i innych książek jest zajefajne. Tylko, że na 100 opisanych, ja przeczytałem: 
1. Buszujący w zbożu Salingera 
2. Mistrz i Małgorzata Bułhakowa 
3. Śniadanie u Tiffany'ego Capote 
4. 9 opowiadań Salingera
5. Rzecz o smutnych dziwkach Marqueza 
6. Futbolowa gorączka Hornby'ego 
7. Pożegnanie z Afryką Blixen 
8. Hańba Coetzeego 
9. Opowiadania Hemingwaya 
10. Wilk stepowy Hessego 

....czyli słabo. Tylko 10 na 100.  Ale nawet nie jest mi wstyd, bo poznaję i rozpoznaję nie tylko książki mi nieznane, ale upijam się stylem Frederica. Ten Francuz jest niemożliwy. Jego sarkazm, jego dystans, miłość do literatury. To pokazuje jak można odmienić swoje życie oddając się czytaniu.
Wiecie co on pisze o autorze Wilka stepowego? "Herman Hesse był międzywojennym Paulem Coelho: pisał newage'owe baśnie, zanim wymyślono New Age. Zatem on jest "ojcem" tego zjawiska". Co z tego, że kompletnie nie zgadzam się z taką opinią? Co z tego? Ten facet ma po prostu jaja! Pisze o literaturze w sposób niepojęty, wszędobylski. Mnie ujmujący!
Uwodzi mnie też tragiczne zdanie o autorze Mistrza i Małgorzaty: "powieść ta zabiła go jeszcze skuteczniej niż towarzysz Józef Stalin.".

"Gdy urodziłem się, to wrzeszczałem" - to fraza z utworów grupy "Telephone". Ja krzyczę, krzyczę z radości czytania tej książki, tego eseju. 
To jest boksowanie słowem, czytelnicza uczta.
Jest kawior, krewetki, ale i zwykła kaszanka z grilla. Czuję się nasycony.
To jest kropka nad "Ż".
Ż jak życie, gdzie rozważania autora na temat wartości papieru nad e-czytelnictwem odchodzą na bok. Bo czytanie na czytniku, bo podsłuchiwanie na słuchawkach, to wszystko ma swoją wartość. Czytać, słuchać. Pożerać powieści. Tylko to się liczy.
Nota: 10/10

Obok okładki omawianej książki, okładka mojego pierwszego egzemplarza Buszującego w zbożu, wydawnictwa Iskry, 1989.

popularne