W Polsce jest zbyt wielu poetów, ale dobrze, że jest Ważny


 

Będą mi mówić. Tomasz Ważny. Wydawnictwo j, Wrocław 2021.

(Dawno nie pisałem o poezji. To nie znaczy, że jej nie czytałem; nie czytam. Ale skreślenie tych kilku słów wymaga ode mnie wręcz tytanicznego (sic!) wysiłku. Bo muszę uważać. Stąpam po terytorium wrażliwców, hipochondryków, hipokrytów, ale NIE-wyrozumiałych, NIE-wielkodusznych homo-sapiens. Poeci są pyszni i nadąsani, są wszechwiedzący…

Uznawałem się za poetę, bo wydałem trzy książki z wierszami. Ale dość, basta! Jestem osobą piszącą. Tylko tyle i aż tyle. Nie jestem obrażalskim (tylko) kmiotem. To prawda; narcystycznym, ale empatycznym.

Ten cały wstęp, bo: musiałem upuścić krew przeszłości. Nadętym autorom, którzy uznali, że piszą świetnie – a ja/odbiorca – obwieściłem; że tania polewka, popłuczyny z memów. Najpierw proszą o recenzję, a potem zdziwieni, że nie uznaję Ich wielkości, że Nobel im się należy. No, orzesz kurwa!

Koniec. Już mi lepiej.)


Teraz dokonamy eksperymentu na Tomaszu Ważnym. Na jego słowach.

Będę się bawił na całego.

Jak zwykle; jak zawsze nie czytałem: co sądzą inni o tomie: „Będą mi mówić”. Dlatego przeprowadzę sekcję na tych słowach w sposób chałupniczy, ale szalony. Wskrzeszę – niczym Frankenstein – istotę ukrytą w poezji pana Tomasza W.

Do zabiegu zapraszam dwóch umarlaków. Czy panowie są obecni? Charles Bukowski i Josif Brodski? Są?! Ok. To to zaczynamy, działamy:

Panowie asystenci posiadają słowiańskie dusze, skomercjalizowane przez amerykańską rozpustę. I tak się składa – układa, że wierszoklectwo obu Autorów znam na wyrywki. Obudzony w nocy potrafię powiedzieć; o kurwa dziwko, kocham Cię. (Zatem i Bukowski i Brodski – w jednej frazie).

Tomasz Ważny jest bardziej poważny. Momentami nawet jest rozsądny, ale Duch Święty i św. Prosper Tirno z Aksitani (jeden z patronów poetów) go nie upuszczają.

Metafizyka, tęsknoty, transcendencja, wzloty-upadki oniryczne, mazanie się, szczeniactwo dorosłego mężczyzny… : Tak, panie poeto – to wszystko odnajduję w pańskim tworzywie.

Szkoda, że cię tu nie ma,
szkoda, kochanie.
Srebrny księżyc na czarnym
nieba ekranie
na przekór astronomom
oddawałbym co noc
na żeton na automat,
by usłyszeć twój głos.

To fragment z Brodskiego. Bukowski – zamiast – dźwięcznego „kochanie”, napisałby – „ty, kurwo”. A co robi Tomasz Ważny?

Jestem tutaj. Jestem tutaj?

Nigdzie skrawka lądu o zapachu,

stąd pytanie. W twojej skórze zaczyn.

Zaczął gęstnieć, zanim zdążyłaś zawołać


nasze dzieci na obiad.

To fragment z Contraro. Znam książkę Tomasza Ważnego od miesiąca. Raz mnie nudziła, raz budziła. Wymieszane stany świadomości. Czytałem ją przy posiłku i zaciągając się dymem z papierosa. I zawsze, ale to zawsze miałem świadomość: że Tomasz Ważny nie pisze bzdur. Że pewnie nieświadomie – ale złapał mnie za serce = prostym nelsonem. Wymieszał swoje uczucie, czucia i między bajki, i sposoby wielkich poetów powkładał. Wyszło pysznie, przedziwnie, ujmująco.

Przypadki? Nie, nie! Znaki zauważył dziś

pies chłepczący wodę. Surowa czystość,

rzeka zatrzymała ruch nieba i quadów.

To z tekstu „To naprawdę jest wiersz uniwersalny” Tomasza Ważnego. A teraz Bukowski:

tam myśl nasuwa mi się podczas jazdy i

spada do stóp


Śmierć ją podnosi

patrzy na mnie

wzdryga się

i czym prędzej zapina

pas.

(z wiersza „damom, których tu już nie ma)


Moja wiwisekcja – zdaniem niektórych – jest przeprowadzona na siłę. Pod tezę. Ułomnie i jest gramolenie.. (sic!). Tylko, że ja to pierdolę. Serio. W Polsce jest zbyt wielu poetów, ale dobrze, że jest Ważny. Że z tymi tekstami można się pobawić, można je rozczłonkowywać, rozbierać do kości i ości. Wysysać szpik, a nadal nie jest się sytym. Bo Tomasz Ważny opowiada z pozycji obserwatora. Ma w ręku aparat fotograficzny. Analogowy. Wchodzi do ciemni. Chemikalia, punktowe światło. I wywołuje, moczy papier słów. Niektóre obrazy nieostre, inne w podwójnej ekspozycji, większość złożona z kolaży własnych spostrzeżeń.

Często bawi się formą zużytą. Alegorie, porównania, paralele i parabole. A podane jest to w sosie absurdalnych, piekących fraz. Są oczy własne, psa, matki i innych kobiet. Ale także przechodniów przypadkowych, niebieskich ptaków, którzy gazetę ze szczynami wkładają do ust.

I czytelnik gapi się na to wszystko i widzi, że Bukowski, że Brodski, ale przede wszystkim Tomasz Ważny. Pełen goryczy, zwątpienia, ale i pewności siebie, że mówi własnym głosem poetyckiego reportera.

Przyświeca mu idea trudna, niewyobrażalna, ale możliwa do realizacji. Opowiedzieć półsłówkami, niedopowiedzeniami, zwrotami akcji, wywrotkami treli, które każdy z nas trzyma w klatce piersiowej. Poeta Ważny uwalnia pieśń cierpiącego człowieka. Sprostał zadaniu, o którym kiedyś przeczytałem w pewnym wierszu.

Otóż Mirosław Dzień swój tekst bez tytułu kończy tak:

To może być trudniejsze

niż myślisz; mądrość skupiona

na odmierzaniu miary. I taka

dziwna poświata na podłodze,

między szparami, za oknem.

I w książce „Będą mi mówić” jest: poświata, szpary, mądrość, skupienie, odmierzanie miary. Jest moc, która pozwala na chłeptanie tej poezji.


W wierszu „Przemienieni” widać z jaką precyzją – przy zastosowaniu triku niedopowiedzeń – autor relacjonuje ludzkie relacje, wymieszanie pogoni za szczęściem i tendencji do unieważniania głosu innych.

Tomasz Ważny w swoim laboratorium, doświadczonego i (widać to momentami) umęczonego czterdziestolatka, mierzy się tematami, które leżą na ulicy, w pokoju, w zamku pamięci, w zabazgranych zeszytach. Poeta – we wspomnianej ciemni fotograficznej – odnajduje i wydobywa światło. Nawet jeśli czasami jest ono iluzją, powidokiem. Ale jego poezji to robi dobrze. To robi całą robotę. Połączenie wrażliwości i papieru fotograficznego. Nie ma jednak mowy o powierzchowności, o pisaniu sobie a muzom. To jest głos dosadny, Ważny.

Zawłaszcza gdy w „Resecie” zaczyna się tak z przytupem:

Stawałem nad matką

czy śpi. Poznałem słowo k r y s t a l i z o w a ć.

Zniknęła osiedlowa piekarnia. Leszek trwał

Ernie karate kid siekał zło w trociny,

pluł na nie plwociną dobra, dobro

udawało, że nic nie wie.


Mnie to przekonuje, mnie to dławi. Widzę to w sobie. Bo nikt mi łopatologicznie nie wkłada do głowy wytrycha, przetartych farmazonów. Poeta nakazuje mi myśleć. Wyobrażać. Zamykać i otwierać oczy. Czuć się uczestnikiem zdarzeń.

Dlaczego jestem na „TAK” wobec tej poezji? Bo z jednej strony odnalazłem ducha Bukowskiego zamieszanego w romans z Brodskim, a z drugiej jest TO osobne, wyraziste, mocne, przewrotne i ukręca łeb tym wszystkim, którzy przepisują hasła z memów i ogłaszają, że to poezja!

W wierszu „Errata” zaczyna się staromodnie:

Masz głos. Masz język. Nie masz

mowy (…)

Ale potem jest „pierdolnięcie”. Świadome ożywianie haseł „Koniecznie niczego, co ludzkie” jest majstersztykiem w dążeniu do celu, to meritum, do jądra, BO:

Fałszują dowody. Dłoń obraca kulkę

papieru z przychodni (…)

...ja – Tą Poezję Widzę. Jest mi podana na tacy. Jest jak broń rozłożona na części pierwsze. Nie znam się na morderstwach, ale czuję moc, zatem składam wszystko szybko do kupy i mam pistolet lub nóż sprężynowy. Mogę walczyć z przeciwnościami ducha.

Autor nas zaprasza do tej zabawy. Wprost mówi (z wiersza „Trap”):

Przyjdź, po to tu jestem, drżymy

nienauczeni śmiechu.

W tomie jest 46 utworów. Jeśli chcecie się pobawić w rusznikarza słów, to do dzieła. Czytajcie, chłońcie, poczujcie TO. Wpadnijcie w trans. Powoli, małym krokami, Niezbyt szybko, ale będzie się działo...


8/10

popularne