niedziela, 14 października 2018

Rozdzieleni

Mur. Grzegorz Gortat, 374 strony. (Wydawnictwo JanKa, 2017)

Nic nie jest takim jakim się na nam (wspólnie) zdaje. Każdy ma swoje przezwisko, nazwisko, numer. Czy to wystarczy? Urzędnikowi z ewidencji ludności a i owszem, ale jak rachować stany zasadniczo wpływające na nasze życie, na nasz odbiór przez innych? W której szufladzie, z jaką nazwą ulokować uczucia, naszą wrażliwość, empatię? Czy bez tych cech, warto oszukiwać innych i samego siebie, planować marzenia i składać obietnice?  

Tę książkę można czytać różnie. Mi wyszło "do góry nogami". Nie chciałem prostoty w interpretacji, bo czas, który mnie dotknął wymaga zmiany, przemiany. A skoro tak, to dotyczy to także czytania książek. Od czegoś trzeba zacząć, skoro inne wygibasy nie robią na publiczności wrażenia. Ważne, że jestem na wskroś do bólu uczciwy, podobnie jak Grzegorz Gortat. Autor od razu przestrzega z czym będziemy mieli do czynienia w jego powieści. Pisarz wspomina o dystansie, który pozwala przyglądać się zarówno teraźniejszości, jak i przyszłości w mniej emocjonalny sposób.
Mnie jednak emocje nie ominęły, jest we mnie żywa i mocna ekspiacja czytelnicza. Nie uciekam do realności. Raczej szukam sposobu, by jej nie dostrzec, by mnie stale nie przytłaczała. Dlatego też oddałem się w pełni lekturze "Muru". 

Grzegorz Gortat dowodzi, że świat jest uporządkowany tylko z pozoru. A dzieje się tak z prostej przyczyny. Trzeba bowiem oszustwem wytłumaczyć wiele, a może nawet wszystko. Tak, by ludzkość "kupiła" to uporządkowanie, ten spokój-pokój. A ci, którzy orientują się, że żyją w bałaganie i kłamstwie, nie wychlają się poza burtę, poza MUR. Chcą żyć, chcą przetrwać. To lepsze rozwiązanie, niż śmierć w imię ideałów.
Bronić poglądów można także samotnie, w ciszy. Ci, którzy robią to publicznie i głośno, muszą liczyć się z trudnościami, a w konsekwencji przegraną.
Dowodzę w ten sposób, że przy okazji lektury Muru, sięgnąłem w pamięci do bajkowej "Anny In w grobowcach świata" Olgi Tokarczuk. Ponadto towarzyszyły mi wspomnienia z bardzo dawnych, przeszłych - wręcz młodzieńczych książek. Spis autorów jest otóż taki: Aldous Huxley, George Orwell i Eustachy Rylski. 
Bo czytanie Gortata (podobnie jak książek wymienionych autorów), to ciężki kawałek chleba. Ostrzegam: - To czytanie wymaga dyscypliny, cierpliwości i gorliwości. 
Przełożenie naszych codziennych spraw w krajobraz przyszłości umożliwia nam - jak i zarówno pisarzowi - na spojrzenie na całą sytuację szerzej i to pod bardzo wieloma kątami. Ponadto tutaj (na kartach opowieści) nie musimy podejmować decyzji natychmiast. Jesteśmy obserwatorami, nie uczestnikami.

Autor, co pewien czas gubi i myli tropy. Nie świadczy to o chaosie narracji. Raczej o celowym pokazaniu innych płaszczyzn. Tak, byśmy mieli dokładny ogląd. Dzięki temu wybiegowi na pewno - łatwiej zlepiamy i ogarniamy "całość", wcześniej roztrzaskaną w "drobny mak". 
Bardzo bym chciał, by w realnym świecie wiele spraw nie ograniczało się tylko do dwóch kolorów: czarnego i białego. Gdy mamy do czynienia z konfliktem, to zapominamy o innych barwach, o tęczy. Nagle - także przeszłość - staje się zero/jedynkowa. To co wcześniej stanowiło budulec, jest z uporem pomijane. Celowo schowane i upchane w zakątkach pamięci. Jest tylko i wyłącznie MUR. To on dzieli, to on uniemożliwia właściwe widzenie. Powoduje też wady słuchu i wy-mowy. MUR, który zasłania prawdziwe piękno przeszłości. MUR manipulacji i kłamstwa. 

"Czy czułem się oszukany? Nie inaczej! Zaskoczony? Jeszcze dzień wcześniej byłbym jak ogłuszony młotem. Po nocnych wędrówkach z Sędzią żadne kłamstwo nie wydawało mi się z miejsca kłamstwem, tak jak nie każda prawda zasługiwała na wywyższenie."

Nie ukrywam, że powyższy cytat dopadł mnie we właściwym momencie. Że właśnie ten cytat z "Muru" jest kwintesencją mojego czytania tej książki. Stawia sprawę wspak, na opak. Dąży do poprowadzenia myśli na inne tory. Utarte szlaki są niczym innym jak zwodniczą podpowiedzią. To kłamstwo w obliczu bólu i pragnień. To oszustwo dla kogoś takiego jak ja. MNIE, któremu po wielu latach błądzenia, chce się wreszcie uczyć cierpliwości i odpowiedzialności. A tym cechami - podobnie jak w odczytanej, wyczytanej narracji Grzegorza Gortata - trzeba zarazić innych. Nie można być egoistą. Samolubem, który nie dostrzega przyszłości i możliwości z niej wynikających. Oczywista oczywistość: zdarzyć się może wszystko, a skoro tak, to należy zaufać, uwierzyć w dobry przekaz, który nie jest tylko deklaratywny. 

Ten pisarski świat jest zarówno realny, jak i wyobrażony. Ścierają się pejzaże, krajobrazy racjonalności i pragnień. Bowiem:

"Usiadłem i rozejrzałem się z niedowierzaniem. Wzgórza zdawały się być niemal na wyciągniecie ręki, z bliska podejrzanie płaskie; ściana drzew rosła w oczach. Dało się zauważyć miejsca, gdzie słońce i deszcz poczyniły największe spustoszenie. Tam, gdzie farba tylko częściowo wyblakła, przetrwało najwięcej z ułudy rzeczywistości".

Zauważcie, dostrzeżcie te słowa: słońce,deszcz, farba, rzeczywistość, ułuda, spustoszenie. To, a jakże, wytrychy do zrozumienia tego pisarstwa, do pojęcia możliwej przyszłości. Ponadto te słowa mają w sobie magię, bo dotykają, dotyczą każdego. Nie są wyszukane i zbędne. Są w sam raz, na miejscu. Teraz.

Grzegorz Gortat, to doświadczony, to wielokrotnie nagradzany twórca. Ominęły mnie jego wcześniejsze tworzywa, a jednak "Mur", to wystarczające świadectwo jego umiejętności dzielenia się z czytelnikiem - "światami niemożliwymi". Futurystyczna baśń? Ale jakże realna, jakże podkreślająca nasze (wspólne) zagubienie i zatracenie.
Nota: 8,5/10

Fotografia pisarza (obok okładki) - Gazeta Wyborcza _ Łódź.